Wszystkich gości :       39922

Dziś nas odwiedziło :  241

 
Zajrzyj na nasz profil na FB







Temat : Jak nic się nie chce, to najlepiej pobiegać :)

Kategoria :  Sport z przyrodą w tle.       Data : 2014-12-17 21:35:50

Grudzień

   Gdy tylko nastają słoty od niektórych biegających znajomych słyszę, że okres jesienno-zimowy zdecydowanie wolą spędzać w pomieszczeniach. To znaczy: na bieżniach, w siłowniach, w klubach fitnes. Niż chłonąć, co daje natura.

   Ostatnie trzy tygodnie to u mnie tzw. ‘okres roztrenowania’, ale aura sama wołała, by choć na krótko z nią pobyć ‘sam na sam’.

   Tak było kilka czwartków temu, tak było i dzisiaj. Wyszłam sobie, by pobiegać. I – podobnie jak ponad miesiąc temu – znowu mnie natchnęło. Znowu zalęgła się myśl, by coś zrobić. Coś zainicjować. Coś stworzyć. Sama nie dam rady. Sama – ‘nie chce mi się’ – bardziej: nie mam wizji, jak to zrealizować.

   Te kilka czwartków temu: bardzo gęsto mgliście. Czołówka bezwzględna! Psiak uradowany, gdy tylko widział, że przebieram się w ‘biegające ubranie’.

Zabieram zatem i jego.

I biegam. Gęsta mgła tak nieprzenikniona! Jakiż ona ma urok w sobie! Jak przyjemnie, choć ‘ciężej’, biegnie się wówczas. Zaś światełko czołówki działa doświadczalnie: widzę w smudze lampki te kropelki tworzące mgłę. Co za urok!

Z racji tego, że to okres lenistwa dla mojego ciała, biegnę sobie tak jakby inaczej niż tradycyjnie. Na czym rzecz polega? Na taktyce i technice.

   Czas roztrenowania to czas odpoczynku dla ciała. Albo – jak to proponują bardziej doświadczeni trenerzy – zmiana zakresu, jakości, charakteru ćwiczeń. Biegasz? Na czas roztrenowania popływaj sobie. Ćwiczysz sztuki walki? W czasie przerwy idź pograj w siatkówkę. Itp., itd.

 

   Biegnę zatem sobie wolniusieńko, wyłapuję obrazki kształtowane mrokiem, mgłą i światłem czołówki. Co jakiś czas przystaję, wykorzystując naturalne przeszkody. Pniaczek. Trochę ryzykownie, bo ślisko, ale skupiwszy się, staram się bezpiecznie poćwiczyć. Chwila na ‘step’. Wchodzenie jedną stopą, dojście do niej drugą, zejście jedną i drugą. Tak kilkadziesiąt sekund. Ten sam pniaczek wykorzystuję do ćwiczeń pompek. Popieram się na nim dłońmi. Po serii kilkunastu ćwiczeń, kolejne urozmaicenie: tym razem pniaczek służy jako podpór dla stóp. Pompki trudniejsze, ale urozmaicenie ćwiczeń jest!

 

   Dalej truchtam. Po kilkuset metrach wypatruję blisko drogi drzewo. Ważne, by nie głębiej, w lesie – bo tam i nie równo, i... mokro dla stóp! Drzewo wykorzystuję najpierw do prościutkiego ćwiczenia: wymachy nóg w tył, w boki. Dzięki oparciu rękoma o pień drzewa utrzymuję stabilną, prosta sylwetkę. Na tej ‘przystani’ wykorzystuję również drzewo do rozciągania. Nadal bardzo uważając, by się nie przewrócić, utrzymać równowagę – opieram stopę o pień drzewa i wykonuję kilka skłonów do wyprostowanej nogi. Najpierw tej opartej o drzewo, potem – trudniejsze zadanie – do tej, na której stoję na ziemi.  Jeszcze jedno ćwiczenie: staję tyłem do drzewa, chwilka koncentracji i do dzieła. Teraz skręty w tył z odepchnięciem lekkim dłońmi od pnia drzewa. Coś na ‘kształt i obraz’ ćwiczenia na twisterze. Bioderka podziękują!

 

   Znowu trucht, by po kolejnych kilku setkach natrafić na powalone wzdłuż drogi duże drzewo. Najpierw sprawdzam, czy bezpiecznie. Leży stabilnie, nie do ruszenia. Przystępuję do kolejnych ćwiczeń: staję tyłem do drzewa, robię przysiad, podpieram się na rękach – i ćwiczenia jak na ławeczce w siłowni! Tym razem wzmacniające przedramiona, uda i tyłeczek. Nogi wyprostowane, ręce z tyłu na drzewie: góra-dół, góra-dół. Piętnaście razy, przerwa, piętnaście razy, przerwa, piętnaście.

   Kolejne: staję twarzą do drzewa, podpieram się rękami na pniaku, nogi wyprostowane. Unoszenie nogi, raz prawej, raz lewej. Kilkanaście razy. Przerwa. Trzy serie.

   Powalone drzewo wykorzystuję jeszcze do serii ćwiczeń rozciągających.

   I dalej bieg. Światło latarki wychwytuje biel szlabanu. Jaki doskonały pomysł! Tutaj poćwiczę innego rodzaju siłę. Szlaban dość wysoki, zatem doskonale nadaje się do ćwiczenia takiego oto: niski przysiad bokiem i przenoszenie ciężaru ciała z jednoczesnym krokiem w bok. Pod szlabanem. W drugą stronę, na drugą nogę. Tak kilka razy. Ależ uda dostały w kość! To znaczy w mięśnie. Wynagrodzę im kolejnym ćwiczeniem: rozciąganiem. W różnych kombinacjach.

 

   Owego czwartku tylko tyle przydrożnych ‘przeszkód’ wykorzystałam. Inwencja zależy wyłącznie od człowieka. A znajomi gdzieś tam w siłowni...

 

 

 

 

 

 



Autor artykułu : KL




Redaktor Naczelna :  Małgorzata Kulisz.

© Copyright Stowarzyszenie Nasze Kalety

Design www.bambynek.com