Wszystkich gości :       39937

Dziś nas odwiedziło :  256

 
Zajrzyj na nasz profil na FB







Temat : Marzy mi się...

Kategoria :  Sport z przyrodą w tle.       Data : 2015-03-03 19:49:16

Marzy mi się…

 

Ostatnie kilkanaście dni niemal całkowicie wykluczyło mnie czynnego sportowego czasu.

Śnieg – nie, nie on. Absolutnie. On jest cudowny! Bieganie gdy on sypie, zwłaszcza tymi bajkowymi wielkimi płatami. Albo – gdy już nasypie. ‘tap, tap’ – w mięciutkim, głębokim białym puchu. I przyjemne, i… praktyczne. Toż to doskonała siłówka! Jak najbardziej wskazane jako ćwiczenie wzmacniające, poprawiające wydolność organizmu.

Dla mnie wielkim utrudnieniem było to, co nastało później. To oblodzenie.

W miasto jakoś mnie nie ciągnęło. Zniechęcała mnie sama myśl o tych smugach dymu sunących znad dachów, z kominów. Źle, wcale nie przyjemnie biegnie się wdychając to ciężkie zadymione powietrze.

Zdecydowanie wolę leśne drogi i ścieżki. Tam jednak – jak wyżej wspomniałam: ten lód. Niestabilność. Koleiny. Tym bardziej nie dla mnie, że moją porą biegową późne popołudnie, wieczór, noc. Za dnia, przy naturalnym oświetleniu jakże inaczej zmysł równowagi pracuje.

Dlatego marzy mi się – wspominałam o tym przy wcześniejszym wpisie – ‘naturalna ścieżka biegowa z przeszkodami’. To jednak wymaga wiele wysiłku, wiedzy, pracy.

Bo tak: gdzie? No – oczywiście, że najlepiej wzdłuż jakiejś leśnej drogi. Zatem – pierwszy problem: wystąpić o pozwolenia. Przekonać, że warto. Czy nadleśnictwo byłoby temu chętne? Czy nie zaoponuje, tłumacząc brakiem miejsca, zbyt kosztownym przedsięwzięciem? Może wysunie argument o szkodliwości dla zwierzyny leśnej? Bo za dużo ludzi będzie, bo to, bo tamto…?

Kto będzie to potem konserwował? Kto pilnował? Chociaż – pilnować? Nie. Chciałabym, by czuli ludzie, że to warto mieć. Że dobrze jest, gdy można wybrać się w miejsce umożliwiające wykonanie treningu z użyciem przeszkód, bez konieczności wybierania się ‘gdzieś w świat’ – bo gdzie u nas, w naszych Kaletach? Bez konieczności upraszania się – tam, w tym ‘świecie gdzieś’ – o udostępnienie sprzętu. Bez potrzeby rozstawiania choćby płotków.

Oto moje marzenie: kilka stacji oddalonych od siebie na przestrzeni kilometra. Może dwóch?

Jedna ze stacji – te właśnie oto płotki. Na stałe. Gdzieś widziałam taką konstrukcję: drewniane, na stałe zamocowane, o przemiennej wysokości. Na tejże stacji można jak wiele wykonać ćwiczeń i siłowych, wzmacniających nogi, ale i budujących cały aparat ruchowy. Poschylać się, przechodząc pod nimi. Wysilić, by skocznym, szybkim marszem ‘pomachać’ nogami nad nimi. Różnorodność ćwiczeń uzależniona od wiedzy, natchnienia i wyobraźni.

Inna ze stacji – coś na wzór stopnia, stepera. Również pomocne we wzmacnianiu samych nóg, łydek, ale i równowagi.

Następna – drążek. Do podciągania.

Następna – albo obok tej przed chwilą wymienionej – niższy drążek. Do rozciągania, ale i do pompek.

Kolejna – równoważnia. Potem – coś pochyłego.

Itd., itp.

Jakże przydałoby się to!

Gdy tylko uruchomiono  u nas bieżnię, za którą będę zawsze wdzięczna i zawsze będę dziękowała pomysłodawcom i tym, którzy doprowadzili do jej stworzenia w naszym mieście – myślałam o płotkach. Jednak – teraz, po kilku miesiącach od tego pomyślenia – dochodzę do wniosku, że wystarczy /wystarczy? Rety! Przecież to również wymaga ‘zachodu’, by stworzyć!/  –  zatem wystarczy, by wybudować na omawianej przeze mnie ‘ścieżce zdrowia’ stację z płotkami.

Da się? Ależ byłoby!

 

Tymczasem cierpliwie doczekam do końca mojego dnia dzisiaj w pracy. Może na godzinę pójdę do siłowni? A potem – znowu w las, biegać, biegać, biegać. 



Autor artykułu : Kl




Redaktor Naczelna :  Małgorzata Kulisz.

© Copyright Stowarzyszenie Nasze Kalety

Design www.bambynek.com